

Chcę odtrutkę i jej nie mam
Miałem lufkę i jej nie mam
Nie wiem po co byłem w newonce
Miałem stówkę i jej nie mam
W domu otwieram lodówkę
Miałem wódkę i jej nie mam
Siniak pod mym okiem puchnie
Ostry ból gdy je przecieram
Już nie pachnie moje miasto jak kalafior, tylko kimchi
Kim ci ludzie co ze sztuki nas obdarli, tak jak Vinci
Gdy z billboardu osaczają uśmiechnięci celebryci
Chcę się wyć mi
Czemu ciągle ją pamiętam, kiedy mineła już dekada
Jeżeli spytasz tak, to wiem, że nie poznałeś czym jest zdrada
Terapeutka jest cierpliwa, ale myśli że przesadzam
Jak mam kaca, nie ma bata, odwołuje lub przekładam
Kiedy ostatni raz widziałem Piotra? Mam wątpliwość
Chyba gdy z bardzo ładną panią spotkał się w SAM Żoliborz
I naturalnie mnie nawet nie poznał
Chyba jebany się nawet nie spojrzał
Na tego gościa w którym raz na zawsze stłamsił miłość
(Nie łaź ulicami po nocy bo gdy gasną latarnie)
(Wracają demony)
(Póżna pora to już gdy my w miasto wyruszamy)
(Idąc drogą swego miasta, Warszawy)
(To miasto, noc dzień, smażone w piekle, WWA)
(Zatopione w latarni świetle)
(Do zlokalizowania, tylko wiatr znaleźć drogę mi pozwala)
Z nią niestety było grubiej
Wczoraj piłem solo w SPATIF
Barman wiedział że mój trunek ma być ściśle lodowaty
Pyta, czemu ja sam na mieście (Bywa)
Jestem już po trzydziestce, byli ziomale wieczorem klęcza przy kołysce
Co poradzisz
Idę zapalić na ulicę i nagle chyba skonam
Pod gigantami, z atomówkami chyba to była ona
W czerwonej bluzie, z resztą mojej, niedoszła przyszła żona
A parę metrów obok się poznaliśmy, tu pod apteką przy schodach
(Uh)
Dokąd idą, chciałbym wiedzieć gdzie
Tramwaj miał wypadek, czy to znak jest że mam śledzić je
Dziarsko kroczą w strone palmy, lewitując nierealnie
Czuje że to nielegalne, ale czemu nie
W newonce bar była wylęgarnia dyletantów
Nawet na geometrii nie widziałeś tylu kantów
Tu za każdą ładną sztuką sznurem tysiąc samców
Gderają do nich, ale one w głowach szyby soundproof
(Nie łaź ulicami po nocy bo gdy gasną latarnie)
(Wracają demony)
(Póżna pora to już gdy my w miasto wyruszamy)
(Idąc drogą swego miasta, Warszawy)
(To miasto, noc dzień, smażone w piekle, WWA)
(Zatopione w latarni świetle)
(Do zlokalizowania, tylko wiatr znaleźć drogę mi pozwala)
WWA, gdzie głośne Panie zrzucą szeptem kiecki
Freelancerzy węszą za zapachem lepszej pensji
Na twarzach tatuaże, ale nie są niebezpieczni
Lecz drama zaraz się rozkręci, tak jak śmierć w Wenecji
Bo, widzę czerwoną bluzę "Prosto"
Grzeczną figurę ma i buzię boską
Chyba podejde, jeden Bóg wie po co
Bo kroki chwiejne mam jakbym pomylił newonce z kolską
(Dobra, chuj)
Podbijam do niej z żartem, czy odda moją bluze
Czy mam dzwonić po jej matke
Przedstawia Pana z Instagrama, mówiąc "To mój fuck friend"
Ma szalik Acne, imię Bartek i zegarek Cartier
"Może czytałeś o nim w Forbes, niedawno miał okładkę"
"A jak tam rapy?" Wie, że klops, nie mam żadnych tantiem
Odwraca się do niego z tym następującym kłamstwem
A o nim wiesz, to jest on
To mój stary stalker
(Oh)
Całuje pięść i całuję parter (Kurwa)
I kiedy wziąć chcę odwet, spytać jaki gość ma problem
Ona mu krzyczy, "Odejdź, won, nie będę z prostym głąbem"
To mądry koncept, bo by trójkąt został prostokątem
Ona obniża się jak słońce lśniąc nad horyzontem, i
Kuca nademną jak konkwistador nad obcym lądem
(Żyjesz?) Jej dłonie chłodne, co za kontrast, na mym czole wrzątek
Potem polewa mnie trucizną, słowa kopią prądem
"A tak w ogóle kope lat, masz jakiś kontakt z Piotrem?"
Kilde: LRCLIB
Ingen lytterdata
Ingen serverdata
Ingen nylige avspillinger